Sercu bliski Beskid Niski

Forum portalu www.beskid-niski.pl
Dzisiaj jest 21-10-2020 14:03

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę 1 2 Następna
Autor Wiadomość
Post: 30-11-2009 16:38 
Offline

Rejestracja: 01-11-2009 13:07
Posty: 1
Jako 3-krotny uczestnik spotkań, dziękuję najpierw temu, który odpowiedzialny był za właściwe przygotowanie aury. Wywiązał się na medal. Bez słońca, ale i bez opadu. Może nadal powinien tym "działem" zajmować się przy następnych spotkaniach i pozostać osobą bezimienną.
Zamiana doliny Sidławy (program) na Rotundę, wyszła chyba ciekawiej, gdyż wszystkie zastygłe mięśnie i pozostałe członki uczestników, na szczycie góry, funkcjonowały już prawidłowo, mimo niezłej zadyszki u niektórych mniej zaprawionych w beskidzkich bojach. Delikatny „doping” Włodka, u podnóża wzniesienia spowodował w trakcie podejścia przypływ energii. Ekologiczne "produkty lokalne" mają do siebie ekstra- szybkie działanie, wyzwalające dodatkowe "mc2. Dziękuję Dorocie za obsługę.
Samo spotkanie, szczególnie prelekcje- ciekawe, chociaż w przyszłości należałoby założyć reżim terminowy (ewent. +- 5) oraz terminowy start (z tego powodu akordeon nie wydał głosu). Pozwoli to na dłuższą biesiadę przy stole z zastosowaniem złocistego napoju, produktów lokalnych, indywidualnych i Polmosu. Pozostanie również więcej czasu na spożycie i prawidłowe strawienie rydzów Miry. Jak wiemy grzyby są ciężkostrawne i potrzebują sporo czasu lub sporo neutralizatora toksyn.
Tematów "Wieczornych spotkań Polaków" też byłoby zapewne więcej. Jak powiedział nasz Wojtek: człowiek uczy sie na błędach. „Sympatyczne, miłe spotkanie” tak określił je w poniedziałek 30 listopada, Edward Marszałek – nasz sobotni gość.
Z jubileuszowego tortu zostało tylko kilka okruchów, mimo że tradycyjnie nie zapaliła się na nim świeczka i Bartek- wódz nie miał w co dmuchnąć.

W dniu dzisiejszym w godzinach południowych ukazała się informacja o naszym spotkaniu w portalu http://www.nowiny24.pl oraz galeria (17 fotek). Dziękujemy przychylnym dziennikarzom.
Tekst inf:
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/ar ... /490202204
Galeria: http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/tn ... 784&Ref=PH

Na koniec prośba - proszę o pilne przekazanie mi, wszystkich fotek robionych podczas spotkania (wcześniej informacja na PW z podaną możliwością kontaktu) naturalnej wielkości (min.1200-1600 piks., 500-600 kB), nieobrabianych.
Uczestników- pierwszaków i tych z kilkuletnią tradycją proszę o kontakt na PW. Kontaktów nigdy dość. Dziękuję i pozdrawiam.


Na górę
Post: 30-11-2009 18:19 
Offline

Rejestracja: 25-04-2009 07:26
Posty: 1226
B. krótko opisane a zdjęcia - tragedia taka pixeloza :-(. Czy nie ma możliwości umieszczenia gdzieś lepszej jakości zdjęć?
Mam też cichą nadzieję ze pojawi się więcej relacji ze spotkania? :-)


Na górę
Post: 30-11-2009 19:37 
Offline

Rejestracja: 01-05-2009 09:15
Posty: 16
Lokalizacja: Poręba Radlna
Wszyscy jesteście wspaniali!
Doskonała atmosfera, relaks i zabawa! :D


Na górę
Post: 30-11-2009 21:46 
Offline

Rejestracja: 25-11-2006 11:21
Posty: 78
Lokalizacja: Gorlice
Oczywiście,że byliśmy wszyscy wspaniali-Ty też, tylko po co się w to błoto na Magurze "wepchałeś"?A tak nawiasem mówiąc to nawet czasu nie było, aby się przedstawić i dalej nie wiem kto jest kto? Pozdrawiam gorąco ! :D


Na górę
Post: 30-11-2009 22:25 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12-04-2007 11:03
Posty: 283
Lokalizacja: Rzeszów
Witajcie, mam nadzieję, że nie zapcham forum tym tekstem, ale co tam... Zaznaczam, że to osobista, niczym nie skażona, rzetelna, nie ubarwiana, wcale nie jedynie słuszna relacja ze spotkania. Zresztą: browarek się lał...

Przyjeżdżamy do Zdyni w piątek wieczorem ok. 20:00. Szybko kwaterujemy się i pędzimy na integrację. Wpadamy do sali, w której przy stołach siedzi spora gromada ludków – widać, że beskidnicy, flanelowe koszule, swetry lub koszulki thermo. Witam się po kolei, próbuję zapamiętać imiona, nieźle idzie, dopóki ktoś nie wybija mnie z rytmu zbyt długim potrząsaniem prawicy. „Witam kolego, witam, witam”. O! Musimy się nieźle postarać, by nadgonić… :-) Zapamiętuję tylko Andrzeja, ale to na razie. Lecimy po tobołki do samochodu i za moment przebrani gotowi jesteśmy do integracji. Ta trwa długo w noc. Dyskusja się toczy, przechodzimy od tematów beskidzkich poprzez cmentarne do omawiania francuskich zwycięstw bojowych. Nie mogąc znaleźć zbyt wielu przykładów wracamy na teren Polski, następnie zgrabnie przeskakujemy na Litwę i do Albanii. Z moment powrót na Ukrainę i rozdarci pomiędzy Lwowem a miastem Breslau staramy się sami sobie wyjaśnić zawiłości losów ludzkich. Poprzez Mazury, Sudety, Wilno, Lwów, zamki Podola wracamy do Moskwy. Tu w kilku soczystych słowach komentujemy umowę podpisaną z firmą Gazprom i przenosimy się na zielony Śląsk. Janek pięknie zaciągając po ślunsku opowiada, co ciekawego możemy spotkać w jego okolicach. Dosiada się Wojtek, wraz z nim analizujemy zachowania naszych rodaków za granicą i rozbijamy stereotypy, które pokutują w społeczeństwie. Tomek przekonuje nas, że stereotypom ufać nie można, choć wiele z nich znajduje solidne korzenie w ludzkiej mentalności. Przeskakujemy znowu wschodnią granice i pociągnięci opowieściami Ani podążamy wraz z nimi samochodem po Rosji. Omawiamy patos służby celnej i nie wiedzieć czemu zmyślnie wracamy na nasz rodzimy teren pomstując na polską służbę zdrowia. Grono zwane ciałem pedagogicznym w osobach Ani i Bożki wskazuje na niedociągnięcia w systemie zdrowotnym naszego kraju, przykładami z życia sypie Janek a Ania twierdzi, że bez znajomości ustaw trzeba mieć końskie zdrowie, by pozwolić się leczyć lekarzom. Tego samego zdania jest Rysiek, ja potakuję, a biedny Wojtek samotnie odpiera ataki mrucząc co chwila „ale z drugiej strony patrząc…”. Emanując przyjaźnią do całego świata przerzucamy się na kawały o francuskich myszkach i nie tylko. W powietrzu krzyżują się opowieści o dziwnych nazwach miejscowości i dziwnych nazwiskach. Pan Kotas jest hitem wieczoru. Zgłodnieliśmy, pani Zosia ratuje nas domowego wyrobu wędlinami. Jeszcze po jednej puszeczce i do łóżek…

Rano wstajemy wcześniej, po super śniadaniu składającym się z paróweczek i doskonałego białego sera szykujemy się do wycieczki. Postanawiamy, nieco inaczej niż planowano, odwrócić trasę. Wejdziemy na Rotundę czerwonym szlakiem z Ługu, obejrzymy cmentarz nr 51, zejdziemy w okolice bazy SKPB w Regietowie, zajrzymy na remontowany cmentarz nr 48 na zboczu Jaworzynki i przełęczą pomiędzy Rotundą a Działem zejdziemy do doliny Sidławy. Stąd rzut beretem do Zdyni i naszego ośrodka.

Idzie się przyjemnie, niewielka mgiełka dodaje nastroju, trasa niewymagająca, z tej strony podejście na Rotundę nie jest strome. Idziemy w 6: ja, Bożka, Rysiek z Anią i Tomek z Anią. Tempo mamy niezłe, jesteśmy na szczycie dużo szybciej niż wskazywały to znaki szlaku. Oglądamy cmentarz, od naszej ostatniej tu bytności wyremontowano drugą gontynę. Widać zmiany. Słyszeliśmy, że podobno jest zgoda na wycięcie części drzew na szczycie, co odsłoniłoby widok na cmentarz z dołu. Krótki odpoczynek i zaczynamy ślizgając się na liściach schodzić w dół. Dziwimy się, że nie spotykamy nikogo, kto szedłby w drugą stronę. Powinna iść silna grupa. Może spotkamy się później… Osiągamy bazę nad strumieniem Regetówka, jakże pusto tu dziś. Próbujemy po wątłej kładce przejść przez strumień. Tomek nieco ulepsza konstrukcję podpory przyczółkowej. Przeszli. Idę i ja. Wszystko stoi stabilnie, jedynie ugięcie deski osiąga nieco zbyt może dużą strzałkę, udaje się jednak przejść bez strat. Wędrujemy smutnym asfaltem w stronę Regietowa Wyżnego. Nagle Tomek ożywia się: „Patrzcie! W końcu błoto!”. Docieramy pod znak informujący o początku ścieżki do cmentarza n 48. Odbijamy w prawo i mokrą drogą wiodącą przy Malinówce osiągamy brzeg lasu. Tu nieco ostre podejście i już jesteśmy na terenie cmentarza. Tu też widać efekty pracy, może renowacja nie posuwa się zbyt szybko, ale rok temu pola grobowe zarośnięte były jeszcze ostrężynami i roślinami poszycia. Posilamy się, to punkt zwrotny, od którego zaczynamy powrót do bazy. Schodząc spotykamy się z grupą, która przybyła tu żółto-białym patrolem. Znamy tylko pana Frodymę, pozostali koledzy chyba zajmują się odnową cmentarza. Nic to, poznamy się zapewne wieczorem w bazie.

Rysiek proponuje trasę „azymutoidalną” i na wprost prowadzi nas do cmentarza i starego cerkwiska w Regietowie Wyżnym. To nic, że musimy przetrawersować zbocze wąwozu i wydrapać się po śliskiej glinie na drugą stronę. Damy radę. Po obejrzeniu cmentarza przekraczamy strumień, jesteśmy już na jego prawym brzegu. Opowiadam, jak w marcu widzieliśmy tutaj krótką powódź. Wysoka fala po gwałtownym deszczu zerwała mostek, porozrzucała betonowe kręgi, staliśmy wtedy i przypatrywaliśmy się sile natury. Po 30 minutach wysoka, 2 metrowa fala spłynęła i tylko wyłożona trawa i suche zarośla wskazywały jak wysoki by jej stan. Dziś strumień cicho szemrze…

Wyjmuję nawigację GPS i korzystając z tego, że przechodzimy około 300 metrów od ukrytego skarbu geocachowego próbuję odnaleźć skrzyneczkę. To moje trzecie podejście. Może tym razem będę miał więcej szczęścia? GPS wskazuje praktycznie z dokładnością do kilku metrów miejsce, przeczesuję krzaki nad brzegiem, zaglądam pod powalone drzewa, grzebię w małej dziupli i jest! Wyjmuję hermetycznie zamknięty pojemnik. Udało się! Wszyscy schodzą na dół, wpisujemy się do logbooka i dorzucamy nieco fantów dla kolejonych znalazców. Musimy się spieszyć, niedługo pora obiadowa a przed nami jeszcze sporo kilometrów. Wojtek doradzał, by skręcić w drogę za domem, posłusznie skręcamy i błotnistym szlakiem wychodzimy na przełęcz. Tomek rozkoszuje się widokiem kolein na trakcie: „No jak można tego nie lubić”. Z moment spotykamy traktorek z olbrzymią przyczepą na drewno.

Człapiąc rozmiękłą, błotnistą drogą omawiamy z Tomkiem prawo drogowe, leśne, dyskutujemy nad ostatnimi doniesieniami o trwających pracach dotyczących usystematyzowania prawa, widzimy konieczność współpracy środowisk podczas np. organizacji różnego rodzaju imprez. Kończymy stwierdzeniem: „Też byś się wkurzał, gdybyś miał zakład produkcyjny a ktoś przyszedł i zapytał, czy może po hali pojeździć rowerkiem”. To w kwestii zamykania zakładowych, śródleśnych dróg przez leśników dla ruchu kołowego. Gadając nie zauważamy jak szybko dotarliśmy do bitej szutrówki, pokonujemy kolejny potok, potem ze 3 brody i około 16:00 meldujemy się w bazie w Zdyni. Nie spotkaliśmy nikogo na naszej trasie, musieliśmy się minąć, gdy byliśmy na stokach Jaworzynki, ew. weszli na Rotundę inną ścieżką. W bazie szybki, gorący prysznic i udajemy się na obiad. Bardzo smaczny, połykamy szybko, jesteśmy mocno wygłodniali. Za moment chwila relaksu, małe piwko i czekamy na prelekcje i wykłady. Na stole pojawiają się specjały, wyroby Pań i Panów, a to marynowane rydze, a to korniszonki, tu borowiki i patisony. Ustawiana jest też wystawa zdjęć z Krzywej. To pokłosie programu – akcji „Krótkie spodenki mojego dziadka”. Pani Anna ze Stowarzyszenia Rozwoju Sołectwa Krzywa opowiada o projekcie, jego niespodziewanych rezultatach, zdjęciach jakie udało się odnaleźć w czeluściach domowych archiwów. Oprócz zdjęć dzieciaki zbierały teksty starych piosenek, melodie, stare przedmioty, narzędzia, książki a także nagrywały opowieści starszych osób. Dowiadujemy się, że stowarzyszenie wydzierżawiło dolinę Nieznajowej i będzie dbało o jej zachowanie w niezmienionym kształcie. Koszą łąki, budują ogrodzenia wokół krzyży, wprowadzą tu na nowo wypas bydła i owiec. Dolina ma być dostępna dla turystów pieszych i rowerowych. Zastanawiamy się, czy droga biegnąca od Świątkowej do brzegu Wisłoki też zostanie zamknięta?

Pani Anna ustępuje miejsca Andrzejowi, który rozpoczyna wykład na temat łemkowskiego krzyża. Szczerze przyznam, że prelekcja nieco mnie zmęczyła. Nie tylko ze względu na mocno specjalistyczne treści, ale i na formę przekazu. Sądzę, że wiedza autora na ten temat jest ogromna, lecz jeszcze należy ją umieć sprzedać. Dużo łatwiej zapewne jest pisać teksty dotyczące historii krzyży, zainteresować słuchacza trudniej, tym bardziej, gdy postękując odczytuje się z kartki kolejne lokalizacje obiektów i cechy charakterystyczne ich dłuta. Odnosiłem wrażenie, że prelegent się męczy, a wraz z nim połowa sali.

Następnie panowanie nad laptopem i rzutnikiem przejmuje Szymon z Magurycza. Opowiada o działalności Stowarzyszenia i podsumowuje rok 2009. Kilka razy dodaje, że rok ten nie był zbyt bogaty w działania, ale to kłóci się z tym, co widzimy na ekranie. Kolejne nagrobki, kolejne cmentarze, wciąż nowe lokalizacje. Prelekcja Szymona jest zupełnie odmienna. Widać doskonałe panowanie nad grupą, wyraźne, logicznie przeprowadzane wywody z zaskakującymi zwrotami akcji powodują, że na sali zapada totalna cisza. Każdy wsłuchuje się, by nie uronić ni słówka. Szymon pokazuje, czym różni się remont „na sztukę” od profesjonalnej renowacji. Osobiście nie zdawałem sobie sprawy, jak precyzyjne i dokładne musi być takie odtwarzanie stanu pierwotnego. Sadzę, że ta praca to nie tylko mozolne zdzieranie farby typu „złotol” z kamiennego Chrystusa, ale i godziny poszukiwań w opracowaniach, projektach, wynajdowanie starych fotografii, rozmowy z ludźmi a także konieczna żyłka detektywa i logiczne wiązanie przesłanek w zdrowe wątki. „Wandale jak coś niszczą, to raczej nie przemieszczają szczątków daleko – warto szukać kawałków, czasem znajduje się je pod ziemią” – twierdzi Szymon. Warto znać podstawy chemii, fizyki, wiedzieć dlaczego metalowy trzpień łączący elementy krzyża to nie jest dobre rozwiązanie. Kto by przypuszczał, że kamień psuje się jak ząb, próchnica toczy jego wnętrze, choć z zewnątrz nagrobek nie wygląda źle, ot, jeden ślad pęknięcia. Szymon uświadomił nas, że każdy szczegół jest ważny i że czasem warto odkryć to, co na pierwszy rzut oka nie jest widoczne. Swoją opowieścią zainteresował mocno, może w przyszłym roku do grona maguryczan dołączą kolejne osoby?

Dr Edward Marszałek - rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie rozpoczął swój wywód na temat osobliwości przyrodniczych beskidzkiego lasu od koncertu na instrumencie dętym. Z całą pewnością był to instrument drewniany, lecz nie pytajcie, czy była to trąbita, trombita, czy inna fajera lub bazuna. Nie znam się na tym…
Pan Edward z pasją opowiadał o faunie i florze leśnej. Czasem wybiegał nieco poza Beskid i błądził po Bieszczadach, także przez nas ukochanych. Dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy o pływających salamandrach plamistych, o wężu eskulapa i chrobokach, czyli żmijach. Wiemy już jak wielki teren może obejść samiec niedźwiedzia i dlaczego usechł wielki wiąz. Możemy bez trudu poznać ślady niedźwiedzia na śniegu i potrafimy nie dziwić się, że te akurat w zimie nie śpią. Znamy sprawę „Bobry jako takie” i doceniamy ich cenny wkład w utrzymanie wody w ekotopie. Potrafimy rozróżnić żbika od rysia a także myśliwego od leśnika! Szkoda, że ta pełna ekspresji opowieść była tak krótka, chętnie posłuchalibyśmy dalszych opowieści.

Na koniec pan Roman Frodyma przedstawił gawędę przewodnicką o galicyjskich cmentarzach wojennych. W barwnych słowach i wymownymi gestami rąk przedstawił sytuację polityczną Europy Środkowej w przededniu I wojny światowej. Opowiadał o żołnierskim losie, o nadziejach Polaków, żarliwej miłości do ojczyzny i tragedii wcielania naszych rodaków do zwalczających się w czasie wojny armii. Przedstawił ciekawie logistykę olbrzymiego przedsięwzięcia jakim było budowanie cmentarzy ofiar, które zginęły w walkach w Galicji. To ostatni przykład honorowego pochówku żołnierzy wrogich sobie oddziałów często we wspólnych mogiłach, to szacunek dla żołnierza i oddanego życia. Nigdy więcej w historii Europy takie zdarzenia nie miały miejsca. Pan Roman w swoje opowiadania wplatał legendy, przypowieści i relacje świadków tego okresu. Zainteresował wszystkich, choć osoby, które były słuchaczami jego gawęd w rzeszowskim oddziale PTTK lub w Krośnie miały nieco wrażenie deja vu. Na koniec autor wielu książek z tej dziedziny wskazał różnorodność projektów cmentarzy, kształtów symboliki i wykonania krzyży, gontyn, bramek czy ogrodzeń. To właśnie dzięki jego opowieściom
i fotografiom postanowiliśmy w niedzielę odwiedzić okręg Łużna.

Pojawia się kolega, który zainteresowany jest owadami żyjącymi w Beskidzie Niskim i nie tylko. Przedstawia swoje zbiory, dwie gabloty z motylami i ćmami. Widać, że to jego pasja, jak sam twierdzi interesuje się tym tematem od wielu lat. My niestety, nie za bardzo, szczerze mówić nie rozumiemy sensu w łapaniu i nabijaniu motylków na srebrną szpileczkę. O ile potrafimy zrozumieć, że to względy naukowe, to nijak do nas nie przemawia ekspozycja kilkunastu jednakowych, wg nas, nocnych motyli ustawionych w równym rządku. Że każdy gdzie indziej złapany? Hmmm…

Prelekcje zakończyły się tuż przed północą, na stół wjechał urodzinowy tort, którego krojenie rozpoczął autor strony beskid-niski.pl Bartek. Później panie wyręczyły go w tych kłopotliwych czynnościach. Na stole pojawiały się wypieki z różnych stron, doskonałe miejscowe jabłeczniki i szarlotki. Palce lizać! W międzyczasie każdy mógł zaopatrzyć się w gadżety z logo beskid-niski.pl. Do wyboru były kubeczki, koszulki, naklejki. Mamy nadzieję, że koszulki przypominać nam będą to spotkanie. Byliśmy tu po raz pierwszy, mimo, że odbyło się ich już pięć. Nie znamy jeszcze wszystkich, poznaliśmy kilku forumowiczów, z którymi toczymy dyskusje na łamach forum, teraz zapewne łatwiej będzie wyobrazić sobie osobę po drugiej stronie monitora. Chętnie przyjedziemy na kolejne spotkanie, zresztą zostaliśmy już zaproszeni przez Bartka. Wielki dzięki za możliwość świetnego spędzenia weekendu w doborowym towarzystwie!
A w niedzielę spakowaliśmy manatki i uderzyliśmy do Gładyszowa. Tu krótki spacer na cmentarz nr 55 i przez Gorlice dotarliśmy do Łużnej, gdzie obejrzeliśmy cmentarz nr 123 projektowany przez Jana Szczepkowskiego. Zrobił na nas olbrzymie wrażenie, widzieliśmy go po raz pierwszy. Stąd krótka przejażdżka do Ciężkowic i Głowy Cukru z cmentarzem nr 185. Zdobycie takiej góry musiało być niezwykle ciężkie, poległo tu 273 żołnierzy austriackich i 343 rosyjskich. Wśród grobów odnajdujemy polskie nazwiska: Janik, Zimbiński… Po drodze do domu odwiedzamy też cmentarz Legionów w Łowczówku nr 171. Na grobach, krzyżach polskie flagi, wstążeczki w barwach narodowych, nieco inaczej niż na pozostałych nekropoliach.
Po godzinie byliśmy już w Rzeszowie.

Nasze zdjęcia: http://www.mikula.rzeszow.net/public_ht ... d-niski.pl

_________________
Pozdrawiam

Arjano


Na górę
Post: 30-11-2009 23:17 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30-11-2009 18:28
Posty: 5
Lokalizacja: jasło
pozdrowienia z jasła dla całej grupy:) wycieczka była świetna, szkoda, że tak krótko tam byłem ale takie jest życie...

_________________
przyjdzie śmierć i będzie miała twoje oczy...


Na górę
Post: 30-11-2009 23:36 
Offline

Rejestracja: 19-12-2007 23:47
Posty: 1371
Lokalizacja: Jasło
Beskidek18 pisze:
Zamiana doliny Sidławy (program) na Rotundę, wyszła chyba ciekawiej (...)

Nie do końca to była zamiana, no bo Beskidku18, w końcu szliśmy doliną Sidławy :lol: , a że nie do jej źródeł, to cóż... Organizatorzy są kryci :wink: , w programie nie było napisane, że będzie to wyprawa do samych źródeł :P :P :P . Więc wyjście na Rotundę można potraktować jako bonus :P . Choć ja osobiście wolałem powędrować właśnie do źródeł Sidławy :).

Beskidek18 pisze:
W dniu dzisiejszym w godzinach południowych ukazała się informacja o naszym spotkaniu w portalu http://www.nowiny24.pl oraz galeria (17 fotek). Dziękujemy przychylnym dziennikarzom.
Tekst inf:
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/ar ... /490202204
Galeria: http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/tn ... 784&Ref=PH

Ci przychylni dziennikarze nie do końca się sprawili :wink: umniejszając naszemu wyczynowi wyjścia na Rotundę... Ja myślałem, że wyjdę ponad tę magiczną granicę 750 m n.p.m. Namęczyłem się, spociłem, a tu czytam :shock: , że jednak nie wyszedłem :wink: :lol: :P . Byłem bliski załamania :wink: :wink: :wink: .


MIra pisze:
A tak nawiasem mówiąc to nawet czasu nie było, aby się przedstawić i dalej nie wiem kto jest kto? :D

No fakt, tu rację trzeba przyznać :). Na pierwszym spotkaniu w Nieznajowej, po nagromadzeniu dużej ilości drewna (z jedynie słusznego brzegu Wisłoki :wink: ) by mieć czym palić w piecu, oficjalna impreza zaczęła się właśnie od przedstawiania się poszczególnych uczestników. Każdy powiedział coś tam o sobie króciutko, no i wyjawił swojego nicka z forum :). Wtedy się wszyscy mogli dowiedzieć, kto jest kto :P :P :P i jakie ma poglądy :wink: :wink: :wink: . Teraz coraz to nowych uczestników spotkań przybywa, więc faktycznie trudno ogarnąć kto jest kto :P .
Ale ogólnie jak zawsze było sympatycznie i miło, choć pogoda jak zwykle była ponura :P . Ale taki już urok tego miesiąca :P .

_________________
Szlaki Beskidu Niskiego i nie tylko...: http://www.beskid-niski-pogorze.pl
Konfederacja barska w regionie: http://www.beskid-niski-pogorze.pl/konf ... barska.php


Na górę
Post: 30-11-2009 23:47 
Offline

Rejestracja: 05-11-2009 20:41
Posty: 319
Lokalizacja: Radom
Pobyt choć krótki na tym małym jubileuszu wśród ludzi zanurzonych mniej ,więcej i po uszy w specyfikę i historię Beskidu Niskiego dał mi wiele satysfakcji. Było wszystko od zadumy do na luzie to było prawdziwie dzieło autentycznych miłośników BN. Do rychłego kontaktu, pozdrawiam :lol:


Na górę
Post: 01-12-2009 11:52 
Offline

Rejestracja: 03-10-2008 16:12
Posty: 2
Lokalizacja: Podkarpacie
Nie żałuję przyjazdu do Zdyni. Fajna atmosfera, mimo tego, że nie znałam tu nikogo. Super nocne rodaków rozmowy, a chłopaki rzucali kawałami jak na zawołanie. ;-) Wypieki świetne - wzięłam przepisy, sama niedługo spróbuję. Kolega świetnie oddał atmosferę zlotu - DOKŁADNIE tak to czułam. Cieszę się, że zostałam przyjęta do rodziny, trochę obawiałam się izolacji osoby, która nie pisze, tylko duuuużo czyta forum :-)
Mi też brakowało przedstawienia się uczestników, pozwoliło by to na jeszcze lepsze zgranie, nie tylko ograniczone do sąsiadów przy stole.


Na górę
Post: 01-12-2009 12:24 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12-04-2007 11:03
Posty: 283
Lokalizacja: Rzeszów
Darek Z. pisze:
Ci przychylni dziennikarze nie do końca się sprawili :wink: umniejszając naszemu wyczynowi wyjścia na Rotundę... Ja myślałem, że wyjdę ponad tę magiczną granicę 750 m n.p.m. Namęczyłem się, spociłem, a tu czytam :shock: , że jednak nie wyszedłem :wink: :lol: :P . Byłem bliski załamania :wink: :wink: :wink: .


Odpaliłem GPSa na szczycie Rotundy, wskazał 773 m. Nie znam jego dokładności, nie jest jednak chyba imponująca, bo nie ma czujnika ciśnieniowego. Stałem na środku cmentarza. Zakładając, że trzymałem nawigację w ręku jakiś 1 m powyżej podłoża wychodzi 772 m. A mapa wskazuje 771 m npm.

P.S. Korzystając z wątku mam pytanie: co to są za szczątki jakby wieży, gontyny(?) we wschodniej części szczytu (przy wejściu czerwonego szlaku z Ługu), znajdujące się poza murem cmentarza. 5 nóg, podstawa. Czy to tylko przeniesienie fragmentu gontyny ze środka, czy coś tu było też? Na projektach cmentarza, widokówkach nie widziałem niczego poza murem. Wygląda na wkopaną, ale może po prostu jest postawiona i zarosła.

I drugie pytanie: gdzie jest studnia na Rotundzie?

_________________
Pozdrawiam

Arjano


Na górę
Post: 01-12-2009 16:54 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31-05-2007 16:55
Posty: 642
Lokalizacja: Gdańsk
Arjano pisze:
wykład na temat łemkowskiego krzyża. Szczerze przyznam, że prelekcja nieco mnie zmęczyła. Nie tylko ze względu na mocno specjalistyczne treści, ale i na formę przekazu. Sądzę, że wiedza autora na ten temat jest ogromna, lecz jeszcze należy ją umieć sprzedać. Dużo łatwiej zapewne jest pisać teksty dotyczące historii krzyży, zainteresować słuchacza trudniej, tym bardziej, gdy postękując odczytuje się z kartki kolejne lokalizacje obiektów i cechy charakterystyczne ich dłuta. Odnosiłem wrażenie, że prelegent się męczy, a wraz z nim połowa sali.

No bo, Arjano, ja jestem z wykształcenia etnologiem, a nie sprzedawcą :D Daleko mi też zarówno do talentu błyskotliwej gawędy Pana Frodymy,jak i słownej akrobacji i zmysłu detektywistycznego Szymona. Nie podoba mi się natomiast Twoja retoryka, gdy piszesz, że należy nakreślony przeze mnie temat umieć sprzedać. Należy! Gdybym wziął za tę prezentację jakąś kasę, to pewnie należałoby. A tak poza tym,ja nie mówiłem o historii krzyży, tylko o czymś zgoła innym, ale może odniosłeś takie wrażenie, bo bardziej zwracałeś uwagę na formę niż na treść. Ale ja przyjechałem na Spotkanie specjalnie żeby się spotkać z forumowiczami (których nicki nota bene były dla mnie nieraz nieodgadnione), pobyć w Beskidzie (zdarza mi się to ostatnio niestety raz do roku), coś pokazać: przepraszam wszystkich, których zanudziłem i zamęczyłem na śmierć. Ja osobiście się nie męczyłem, chociaż zajmuje się na Łemkowszczyźnie już nieco innymi rzeczami, a prezentowany pokaz ma już swoje lata, stąd powrót do tematu był dla mnie trudny. Żałuję, że nie uczestniczyłem w wycieczce doliną Sidławy i wejściu na Rotundę, ale wraz z Michałem (któremu dziękuję za mile spędzony wspólnie czas) wybraliśmy się na wschód: do Lipnej, Czarnego i Jasionki. Nasza alternatywna wycieczka była - sądzę - bardzo udana. Cieszę się, że spotkaliśmy w Czarnem Pana Jurka Szczepkowskiego i udało się go nam namówić na przyjazd na Spotkanie w Żdyni. Podobały mi się polsko-ruskie śpiewy sobotnie, szkoda, że wszystko tak szybko się skończyło. No ale za rok też będę (i nie powiem ani słowa o Graconiu i Cirkocie :D ), bo Beskid Niski jest na prawdę memu sercu bliski.
Podrawiam wszystkich, tych których poznałem, jak i tych, których nie udało mi się poznać

_________________
"Swięty Mikołaju, opowiedz jak to było, jakie pieśni śpiewano, gdzie się pasły konie"


Na górę
Post: 01-12-2009 17:39 
Offline

Rejestracja: 01-05-2009 09:15
Posty: 16
Lokalizacja: Poręba Radlna
Te szczątki poza cmentarzem za murem szańcowym od wschodu to pozostałość po wieży obserwacyjnej WOP-u wybudowanej po II wojnie. (zdjęcie)

Obrazek

Piętnaście metrów na płn-wschód od tych kikutów są fundamenty (obecnie zasypane gruzem) małego budynku WOP.
Do studni najłatwiej trafić ujeżdżoną drogą koło blaszaka w dół ok. 350 m i w pierwsza przecznica w lewo. Po 50 m na drodze bajorko. To właśnie wylew ze studni która jest po lewej około 8 m na skarpie.
Gdybyśmy się nie rozminęli to bym na miejscu objaśnił bo byliśmy tam żółtym Patrolem ale to był samochód dla VIP-ów czyli tych po sześćdziesiątce.

Mira pyta. Po co żeś się topił w błocie na Magurze.

Bo mi Fred kazał !!! :( :( :( A ja rozkojarzony wrażeniami poprzednich dni nie zachowałem rozwagi i niewinne błotko nas uziemiło.

Dziękuję za pomoc beskidzkiej bandzie .

To Szymon z kolegami nas uwolnił z pułapki a zaraz na alarm zgłosił się Włodek z całą armią.
W tamtym roku ja przydałem się Darkowi tym razem pomogliście mnie.

Dziękuję


Na górę
Post: 01-12-2009 18:28 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23-02-2009 15:52
Posty: 389
as pisze:
No ale za rok też będę (i nie powiem ani słowa o Graconiu i Cirkocie :D )

as mam nadzieję, że jednak powiesz, i nie tylko jedno słowo.
Nie było mi dane być na Spotkaniu. A miałbyś Andrzej we mnie z pewnością wiernego słuchacza.
Pozdrawiam i tych słuchających i tych nudzących się :)

_________________
Góry, strumienie, sioła,
chciały iść z Fewroniom, Klementijom.
Zostały.
Słońce poszło.


Na górę
Post: 01-12-2009 19:59 
Offline

Rejestracja: 19-10-2007 06:51
Posty: 22
Lokalizacja: Kraków
czabryk pisze:
as pisze:
No ale za rok też będę (i nie powiem ani słowa o Graconiu i Cirkocie :D )

as mam nadzieję, że jednak powiesz, i nie tylko jedno słowo.
Nie było mi dane być na Spotkaniu. A miałbyś Andrzej we mnie z pewnością wiernego słuchacza.
Pozdrawiam i tych słuchających i tych nudzących się :)


To nie tak, to nie tak... Nie każdy ma zdolności porywania tłumów. Andrzej nie ma, ale wspomagany adremem i ilustracją, przekazał bardzo dużo. Ja tam prześledziłem dzieje beskidoniskiej (i okolicznej) kamieniarki w całości. I ze szczegółami. Czasem treść ważniejsza od formy. Poza tym, Andrzej był jedynym, znanym mnie ze spotkania, fajczarzem, a jednym z niewielu, co cybuch z torby napełniał... 8)

_________________
Z serca pozdrawiam;-)
Konik


Na górę
Post: 01-12-2009 20:14 
Offline

Rejestracja: 25-11-2006 11:21
Posty: 78
Lokalizacja: Gorlice
http://picasaweb.google.pl/marnik148/Ro ... qv04b7AQ#- to kilka fotek Marnika z naszej wspólnej wspinaczki na Rotundę.Chciałoby się iść dalej.....


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 21 ]  Przejdź na stronę 1 2 Następna

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza Zespół Olympus.pl